Zamknij
  • Szarpnęło wozem, ale dalej
    podążał do celu.
    Tutaj, odwieczne ciemności. Zgaduję.

    Skurcze mięśni wyjawiają mi
    sekrety. Jestem nakarmiona.
    Moja wątła główka rozkwita od
    fal słodko pulsującej krwi.
    Pachnę roztopionym woskiem z poświęconych świec
    Jestem gotowa, by nabrać kształtów.

    Ta jama, w której rozpycham się łokciami
    wydaje się być delikatna a jest mocna jak stal.
    Zwoje niekończącej się stali są dla mnie tajemnicą.
    Nie mam cienia, ale to mnie nie martwi
    Myślę, że jestem rybą lub małą foką.
    Mam ochotę popływać, ale nie ruszam się;
    ona się przemieszcza i za nią dryfuję...
    Jestem przyczajonym pstrągiem, malutką foką
    oślizgłym potworem znającym wszelkie sekrety.
    Gdzie ona znowu wychodzi? - na szpilkach.
    Nie lubię stukania butów na wysokim obcasie.
    Na ulicy słyszymy trąbienie, wiercenie, wyczuwamy ubrania
    mijamy plątaninę języków
    a każdy obcy może mieć
    twarz mojego ojca.
    Teraz jesteśmy w łóżku
    Jej serce pracuje miarowo a ja piję krew.
    Jestem soczysta, słodka i zwinięta w kłębek.
    Jej sny skradają się do mnie przez szpary w oknach koszmarów
    Kulę się ze strachu przed nimi, bezbronna.
    Nie lubię tych obrazów.
    Poranek... bezpieczny dzień zaczyna się od
    porannych pantofli, dobrze.
    Dzień w domu, spokój w tej torbie,
    na trzy miesiące do moich narodzin marzę
    przy piosenkach i dziwacznej muzyce, anielskich flecikach  
    które tak stanowczo przedzierają się przez ziemski gniew
    (teraz znowu się kłócą)
    Żarty i nie-żarty, para małżeńska,
    obejmują się w wodzie
    czuję jego szturchnięcie, ale to przez przypadek.
    Ciemność ich toreb musi być oślizgła od
    głuchych fal
    i zakrywać to co wiedzieli o stawach i węzłowatych sznurach lilii.
    Opuszcza ich teraz, wrzucona do jednego łóżka
    Fala wrzuca ich nieubłaganie do tego samego łóżka.

    On mówi do niej ja ssę szpik z kości

    Ma ziarnisty i biały smak, lekko słony.
    Tlen z jej olbrzymich płuc też smakuje biało lecz
    powietrznie bąblowato
    aż zakręciło mi się w głowie...!

    Ona do niego przemawia ale słowa nie mają znaczenia.
    Szpik i tlen są wieczne. Są moje.
    Czasem spaceruje po betonie, mój wóz,
    czasem po bruku, po trawie
    po zużytych podłogach w domu.
    Ona i on, jakiś czas temu postanowili, aby mnie nie zabijać.
    Wznoszę się i opadam jak ryba w wodorostach,
    niespodzianka.
    Jestem wdzięczna.
    Czekam na swoją kolej.

     

    Wiersz Joyce Carol Oates ze zbioru "Anonymous Sins & Other Poems" (1969), tł. Marcin Kulwas i Tomasz Wiśniewski.

    Wykonawcy:

    Rafał Alchimowicz - tancerz

    Aleksandra Foltman - tancerka

    Tatiana Kamieniecka - choreografka

    Adrian Kulesza - tancerz

    Marcin Kulwas - producent, autor scenariusza i muzyki

    Agata Mieniuk - aktorka

    Kalina Porazińska - tancerka

    Magdalena Płaneta - reżyserka